logoprzez

naglowek-07

Młodzi dla młodych, czyli „Smykom Rzeczywistość przedstawiona”
Published on Friday, 19 October 2018 11:29
Autor: Written by Katarzyna Boroń

Dużo się mówi, pisze i czyta o współczesnej dramaturgii przy okazji Festiwalu Dramaturgii Współczesnej. I słusznie! Dzięki temu każdego roku możemy poznawać wszystko to, co w najnowszej dramaturgii ciekawe, nowe, inspirujące.

Obok festiwalowego maratonu teatralnego, który każdego roku przyciąga złaknioną sztuki teatralnej publiczność, są jeszcze oni - młodzi aktorzy - którzy grają dla swoich rówieśników lub troszkę młodszych kolegów. „Smykom Rzeczywistość przedstawiona” to projekt realizowany przy okazji festiwalu, ale przyciągający nie mniej spragnionych wrażeń widzów.

180145 151499988239441 1047798 nW ciągu ostatnich trzech dni mieliśmy okazję zobaczyć trzy spektakle, skierowane do młodszego odbiorcy. Każdy z nich zachwycił na swój własny, niecodzienny sposób.

Teatr Jak w Ulu z MDK nr 2, Zespół teatralny „Nie przeszkadzaj” z SP nr 30 oraz Zespół teatralny „10 Kurtyna” z ZS nr 10 udowodnili, że granie na scenie to nie tylko ciekawe wyzwanie, ale przede wszystkim świetna zabawa. A to ważne również z perspektywy najmłodszego widza. Nic bardziej nie przyciągnie młodego widza do teatru jak osoby, które potrafią zarażać swoją pasją innych.

Publiczność, która zasiadła na widowni to dzieci z zabrzańskich przedszkoli i szkół podstawowych (w sumie ponad 650 osób!), które w fascynujący sposób przeżywały to, co działo się na scenie. To właśnie do nich najskuteczniej trafia współczesna twórczość młodych dramaturgów. Owszem, klasyka zawsze będzie bliska dzieciom i ich rodzicom, ale współczesna dramaturgia będzie im niewątpliwie bliższa, wyrasta bowiem z ich własnych doświadczeń. Świat ciągle się zmienia, wiec i teatr musi się zmieniać. Marta Guśniowska, Piotr Rowicki i Danuta Parlak to dramaturdzy, którzy udowodnili, ze potrafią twórczością stworzyć bezpieczną przestrzeń do poruszania ważnych z perspektywy młodego widza tematów, jednocześnie nie posiłkując się tanim moralizatorstwem. W tym świecie jest miejsce na gry słów, niecodziennie pomysły i wiarę w dobro człowieka. Tu można poruszyć temat śmierci, akceptacji samego siebie albo po prostu zrozumieć konsekwencje nieprzemyślanych decyzji.

Młodzi aktorzy potrafili własną wyobraźnią poruszyć serce publiczności. Zachwycili nie tylko kolorowymi kostiumami i dekoracjami, ale też dojrzałością sceniczną. Nie od dziś wszak wiadomo, że dzieci to najbardziej wymagająca z widowni. Udało się, słuchały z przejęciem, w cudowny sposób stapiając się z wydarzeniami dziejącymi się na scenie. Liczyło się tylko „Tu i teraz”. I takiego właśnie pochłonięcia przez sztukę życzę wszystkim pasjonatom teatru, nie tylko tym najmłodszym.

Przypisy:
Ach, ta Aurelka wg dramatu Piotra Rowickiego. Spektakl w wykonaniu Teatru Jak w Ulu z Młodzieżowego Domu Kultury nr 2 w Zabrzu, pod kierunkiem Pani Katarzyny Boroń;
Kto się boi Pani eŚ wg dramatu Marty Guśniowskiej w wykonaniu Zespołu teatralnego "10Kurtyna" z Zespołu Szkół nr 10 w Zabrzu, pod kierunkiem Pani Beaty Wyrzykowskiej-Piesik;
Kapelusz Pani Wrony wg dramatu Danuty Parlak w wykonaniu Zespołu teatralnego „Nie przeszkadzaj” z SP nr 30 w Zabrzu, pod kierunkiem Pani Anny Dermont-Brandys.

Zdjęcie: Katarzyna Boroń

W kołowrotku czasu ...
Published on Tuesday, 16 October 2018 13:01
Autor: Written by Beata Wyrzykowska-Piesik

Gdy Festiwal Dramaturgii Współczesnej żyje już pełnią życia, po cichu obok rozgrywają swoje małe spektakle grupy teatralne zrzeszone przy Młodzieżowych Domach Kultury czy Ogniskach Pracy Twórczej. W ubiegły piątek w Centrum Organizacji Pozarządowej zagrała Czarcia Grupa Wsparcia pod kierunkiem p. Katarzyny Boroń zagrała spektakl W tamtą stronę, będący kolażem tekstów współczesnych. I znowu zaskoczenie i znowu przepełnia mnie radość, że w Zabrzu dzieje się, że ludzie z pasją – bez względu na obowiązki, wszystkim doskwierający brak czasu – robią coś z pełnym zaangażowaniem i do tego bardzo dobrze. Bo przecież mowa o grupie dorosłych!

FDW towarzyszace

W spektaklu było wszystko: piękna muzyka, dopracowany do szczegółu ruch, obraz i gra aktorska. Scenki z życia, dobrze nam znane, bo nikogo nie zaskoczy to, że marzymy, przeżywamy porażki, zdrady, rozterki i nie możemy się pogodzić z upływającym czasem. A co przykuwa uwagę, co zaskakuje? Pani reżyser pięknie opowiedziała o codzienności, połączyła różne historie, w których odbiliśmy się niczym w zwierciadle my sami – ludzie XXI wieku. Wybijający w tle przedstawienia zegar ciągle przypomina, że jesteśmy efemeryczni, że czasu nie zatrzymamy, że kruchość naszego życia nam doskwiera, ale jesteśmy tu i teraz i mamy obowiązek to wykorzystać.

Publiczność była urzeczona, bo wszystko tu zagrało, od aktorów, przez choreografię i muzykę po reżyserię. Spektakl przekazywał proste historie, nie szukał daleko, nie chciał bulwersować, co często robi współczesna scena, był ładny, a przyczynili się do tego wszyscy. Kołowrotek czasu się kręci i kręci, nie uda się nam go zatrzymać, ale udało się Czarciej Grupie Wsparcia zatrzymać widzów, wśród nich i mnie….. , bo któż z nas nie ma go za mało.

Zdjęcie: Magdalena Boruń

 

Po drugiej stronie sceny
Published on Monday, 15 October 2018 07:49
Autor: Written by Magdalena Wilk

Aktor – osoba odgrywająca rolę w teatrze lub w filmie, osoba która udaje. Co jednak, gdy aktor musi zagrać samego siebie? Co dzieje się, kiedy osoba, której zadanie jest udawać kogoś innego w końcu otrzymuje możliwość bycia sobą? Jak się okazuje, otrzymujemy wtedy szczery do bólu przewodnik po życiu w teatrze.

Aktorzy koszalińscy

Aktorzy koszalińscy, czyli komedia prowincjonalna jest wyjątkowym spektaklem, w którym fikcja miesza się z rzeczywistością. Każdy z aktorów, czy też bohaterów przedstawienia trafił do koszalińskiego teatru na rok. Wszyscy zostali na dłużej, jedni z przymusu, inni z miłości do sztuki, jeszcze inni pozostali z misją walki i dokonania czegoś wielkiego. Aktorzy sami przedstawiają nam odgrywane przez siebie role, łudząco podobne do nich samych. Mamy kultowego, nagradzanego reżysera, dyrektora teatru, technicznego marzącego o scenie i grupę sfrustrowanych aktorów, która wyjawia nam sekrety życia na deskach teatru.

A jak właściwie to życie wygląda? Cóż, niewesoło, choć – jak udowadnia spektakl – świetnie nadaje się na komedię. Bohaterowie przedstawiają nam cały wachlarz aktorskich problemów: młodzi aktorzy godzą się nawet na najbardziej upokarzające role, aby zaistnieć w teatralnym świecie, ich małżeństwa rozpadają się, sami popadają w alkoholizm, pieniędzy wciąż brakuje, frustracje osiągają punktu kulminacyjnego, lecz bohaterowie wciąż nie znajdują odwagi, by postawić się bucowatemu reżyserowi z wielkiego miasta i przychylnego mu dyrektorowi teatru. Nie trudno się zatem dziwić, że niektórzy postanawiają „uwolnić sztukę od samych siebie” i rzucają karierę aktorską. Przy tym jednak spektakl nie pozwala nam zapomnieć o miłości każdego z grających w nim aktorów do swojego zawodu. Deklaruje ją każdy z nich, wyjawiając osobiste największe marzenia, a także własne, improwizowane, szczere zdanie na temat życia, polityki, przyszłości. Pojawiają się też apele do widowni i reżyserów, którzy zapatrzeni w marzenie sławy nie traktują aktorów jak równych im ludzi.

Choć humor i ironiczne żarty bohaterów stoją na wysokim poziomie, to jednak szczerość aktorów okazuje się być najmocniejszym punktem spektaklu. Po równie szczerych owacjach na stojąco widzowie siedzący wokół mnie wychodzili z sali Teatru Nowego ze łzami w oczach. Ja natomiast wyszłam z podziwem dla odwagi aktorów i wzbudzoną na nowo wiarą w przyszłość teatru.

Recenzja spektaklu "Aktorzy koszalińscy, czyli komedia prowincjonalna" pierwszego spektaklu konkursowego wystawianego na scenie Teatru Nowego w Zabrzu, w ramach XVIII Festiwalu Dramaturgii Współczesnej - Rzeczywistość Przedstawiona.
Zdjęcie: Paweł JaNIC Janicki.

Coś o nas - po pierwszym spektaklu FDW rozmowa z aktorami koszalińskimi
Published on Monday, 15 October 2018 08:07
Autor: Written by Melania Gwóźdź

Po gorąco przyjętym spektaklu rozpoczynającym Festiwal z samymi "aktorami koszalińskimi", twórcami spektaklu oraz dyrektorem Bałtyckiego Teatru Dramatycznego rozmawiał Zbigniew Stryj.

koszalinscy spotkanie

- Jak jest z odbiorem tego spektaklu? Jest tam pełno kodów, które my ludzie teatru łapiemy w lot, a jak jest z "szeregowym" widzem? Czy idzie za wami?

Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska: Zazwyczaj widzowie za nami podążają, właściwie każdy spektakl to podobne reakcje, czasem niespodziewane, bo gramy ten spektakl dopiero siódmy raz, ale myślę że przed nami wielkie perspektywy. My też się uczymy, wchodzimy w to coraz bardzej.

Żaneta Kamila Kurcewiczówna: Początkowo też mieliśmy taką obawę, że to jest trochę hermetyczny spektakl, że może widzowie nie we wszystko wejdą, nie wszystko zrozumieją. Ta reakcja widzów, która jest zawsze tak serdeczna jak dzisiaj tutaj jest ogromną radością, ale i wciąż dużym zaskoczeniem. To jest coś przepięknego i myślę że ten język teatralny nie jest nie do zrozumienia, bo tu chodzi głównie o emocje.

- Usłyszałem jak ktoś wychodząc zastanawiał się ile w tym spektaklu jest myśli, słów artystów, a ile realizatora?

Piotr Rowicki: Wydaje mi się, że widz to czuje. Opieraliśmy się na filmie "Aktorzy prowicjonalni", ale został z niego tylko taki główny rys, jakieś strzępki. Wszystkie marzenia, problemy, trudności w zawodzie - ja nie jestem w stanie tego wymyślić, bo nie jestem aktorem, oni to wszystko mówią od siebie. Można powiedzieć, ze to jest tak pół na pół.

Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska: Podróż busem była całkowicie nasza.

- Pytanie do reżysera, dlaczego? Dlaczego na warsztat wziąłeś te nasze mroki, smutki?

Piotr Ratajczak: To bardzo proste. Z teatrem w Koszalinie pracuje od wielu lat i kiedy zespół był w dużym kryzysie mentalnym pojawił się ten pomysł - zróbmy coś o nas, naszej kondycji. Czy ta droga, którą obraliśmy jest słuszna? Pomysł narodził się, więc po wielu rozmowach, a scenariusz filmu Agnieszki Holland miał być tylko punktem wyjścia do tego, aby opowiedzieć o lokalnej przestrzeni i aktorach, wszystkich nas żyjących gdzieś w mniejszych ośrodkach, nie tylko teatralnych.

- Mało kto wie jak tak naprawdę wygląda ten nasz zawód, ale jeszcze mniej jest tych, którzy wiedzą jak trudny on jest. Może dzięki temu spektaklowi widzowie zrozumieją, może spojrzą na nas innym okiem. Ale czy jednoczesnie nie odzieramy trochę teatru z magii?

Piotr Ratajczak: Są przedstawienia o górnikach, stoczniowcach czy aktorach i myślę że to nie jest żadne odarcie z magii. Ten spektakl jest bardzo emocjonalny, pisany krwią. Wszyscy ponieśliśmy jakieś koszty.

Zdzisław Derebecki: Z tą magią to jest jeszcze tak, że nawet jeżeli odsłaniamy jedną zasłonę za nią jest druga jeszcze nie odkryta. Odsłaniamy tę drugą, kolejną i kolejną. Tych zasłon w teatrze możemy odsłaniać jedna za drugą, ale prawdy o teatrze tak do końca nie znamy nawet my.

Zdjęcie: Paweł JaNIC Janicki.

Wiek XVI czy XXI? - FDW pierwsze recenzje
Published on Sunday, 14 October 2018 10:45
Autor: Written by Dominika Pisarska

Na scenie pojawiają się pierwsze światła, słychać pierwsze dźwięki muzyki i ludzie, sporo ludzi. Zaczyna się. Aktorzy przemierzają scenę w dość specyficzny sposób. Przez chwilę zastanawiałam się czy trafiłam na pokaz mody nowej kolekcji marki Adidas, czy na szesnastowieczny spektakl o życiu na dworze króla Zygmunta Starego. Muzyka ustała, grupa ludzi ustawiła się w formacje, jak wojownicy podczas wojny. „Historia, którą Państwu opowiemy... ” wciąż powtarzają wykonując przy tym mnóstwo ruchu, wręcz nawołując do walki. Chcą pokazać nam życie. Życie polskiego władcy i jego rodziny na krakowskim Wawelu. Ale czy tak było naprawdę? W końcu nie wiemy czy istnieje takie coś jak prawda...

44067923 2334309699931096 6408110249516990464 n

Na pierwszy ogień poznajemy włoszkę – Bone Sforzę (Alona Szostak), żonę obecnie panującego króla, która do naszego kraju przywiozła ze sobą nieznane dotąd wcześniej warzywa – czyli poznajemy ją z typowo historycznej strony. Z biegiem czasu zaczynamy widzieć pewny siebie feministyczny głos kobiety pracującej, kobiety sukcesu, mającej władzę nad najwyżej postawionym w państwie człowiekiem. Król Zygmunt (Artur Święs) w tym spektaklu to artysta, wrażliwiec i mężczyzna delikatny, dla którego nie ma większego szczęścia niż sztuka. Nie rządzi krajem tak dobrze, jak chciałaby jego małżonka. W tym związku mężczyzną jest jednak kobieta. Nadzieja w dziedzicu! A w sumie to nie do końca. Syn pary królewskiej (Hubert Waljewski), to zapatrzony w siebie, rozkapryszony mówiąc najprościej – panicz. Nie byłoby to szokujące, gdyby nasz królewicz nie malował się, nie strzelał fochów, a do ślubu nie poszedłby na obcasach. Sporo dysonansów jak na jeden spektakl, a to jeszcze nie koniec. Bogobojna nauczycielka córek królewskich też zrzuca morale, ponieważ i tak wszystko się wali. Szlachta sprawuje władzę nad królem, a nie odwrotnie. Gdzie w tym wszystkim jest głos rozsądku? Wtedy pojawia się on – tytułowy Stańczyk (Grzegorz Dowgiałło), który nie boi się wyśmiać wyższej klasy społecznej, przekracza nawet pewne granice próbując uświadomić rodzince ich próżność i brak zainteresowania sprawami ważniejszymi niż wygląd, władza i pieniądze. Tworzy własny spektakl wprost wyśmiewający sposób ich życia.

44077174 331916970944568 8241467213622542336 nZdrady, homoseksualizm, nienawiść powodem zakazanej miłości, ulotne bogactwo ukazują nam rzeczywistość naszego świata. Czy to wciąż musical opowiadający historię XVI wieczną? Całość jest w bardzo nowoczesnym stylu, sprzyja statystycznemu Kowalskiemu w odbiorze całego performance. Historia mogłaby być satyrą, przekoloryzowanym, górnolotnym życiem bogaczy, ludzi wysoko postawionych, z codziennymi problemami, których nie potrafią rozwiązać, ponieważ nie rozmawiają. Głosem prostego człowieka jest Stańczyk, który oświadcza, że i tak ich wszystkich nie lubi, ale również nie jest w stanie ich nie kochać. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas ogląda filmy, seriale i tak trochę żyje ich życiem. Kochamy skandale i kontrowersje.

Za ten spektakl należą się gromkie brawa dla całej obsady, jak i dla każdego z osobna. Pokaz miał swój wyjątkowy klimat, który był w dużej mierze uzależniony od zaskakującej scenografii, oraz pięknej muzyki na żywo. To było miłe rozpoczęcie XVIII Festiwalu Dramaturgii Współczesnej – Rzeczywistość Przedstawiona.

Recenzja spektaklu "Stańczyk. Musical" wystawianego pozakonkursem na deskach Teatru Rozrywki w Chorzowie, w ramach XVIII Festiwalu Dramaturgii Współczesnej - Rzeczywistość Przedstawiona.
Zdjęcia: Paweł JaNIC Janicki.

© Copyright 2011. „System e-informacji kulturalnej" współfinansowany jest przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2007-2013. Zadanie realizowane w ramach projektu pn. „W sieci kultury – utworzenie systemu e- informacji kulturalnej na terenie Gminy Zabrze”

NOTE! This site uses cookies and similar technologies.

If you not change browser settings, you agree to it. Learn more

I understand