logoprzez

naglowek-07

Opublikowano: wtorek, 16, październik 2018 13:01
Autor: Beata Wyrzykowska-Piesik

Gdy Festiwal Dramaturgii Współczesnej żyje już pełnią życia, po cichu obok rozgrywają swoje małe spektakle grupy teatralne zrzeszone przy Młodzieżowych Domach Kultury czy Ogniskach Pracy Twórczej. W ubiegły piątek w Centrum Organizacji Pozarządowej zagrała Czarcia Grupa Wsparcia pod kierunkiem p. Katarzyny Boroń zagrała spektakl W tamtą stronę, będący kolażem tekstów współczesnych. I znowu zaskoczenie i znowu przepełnia mnie radość, że w Zabrzu dzieje się, że ludzie z pasją – bez względu na obowiązki, wszystkim doskwierający brak czasu – robią coś z pełnym zaangażowaniem i do tego bardzo dobrze. Bo przecież mowa o grupie dorosłych!

FDW towarzyszace

W spektaklu było wszystko: piękna muzyka, dopracowany do szczegółu ruch, obraz i gra aktorska. Scenki z życia, dobrze nam znane, bo nikogo nie zaskoczy to, że marzymy, przeżywamy porażki, zdrady, rozterki i nie możemy się pogodzić z upływającym czasem. A co przykuwa uwagę, co zaskakuje? Pani reżyser pięknie opowiedziała o codzienności, połączyła różne historie, w których odbiliśmy się niczym w zwierciadle my sami – ludzie XXI wieku. Wybijający w tle przedstawienia zegar ciągle przypomina, że jesteśmy efemeryczni, że czasu nie zatrzymamy, że kruchość naszego życia nam doskwiera, ale jesteśmy tu i teraz i mamy obowiązek to wykorzystać.

Publiczność była urzeczona, bo wszystko tu zagrało, od aktorów, przez choreografię i muzykę po reżyserię. Spektakl przekazywał proste historie, nie szukał daleko, nie chciał bulwersować, co często robi współczesna scena, był ładny, a przyczynili się do tego wszyscy. Kołowrotek czasu się kręci i kręci, nie uda się nam go zatrzymać, ale udało się Czarciej Grupie Wsparcia zatrzymać widzów, wśród nich i mnie….. , bo któż z nas nie ma go za mało.

Zdjęcie: Magdalena Boruń

 

Opublikowano: poniedziałek, 15, październik 2018 08:07
Autor: Melania Gwóźdź

Po gorąco przyjętym spektaklu rozpoczynającym Festiwal z samymi "aktorami koszalińskimi", twórcami spektaklu oraz dyrektorem Bałtyckiego Teatru Dramatycznego rozmawiał Zbigniew Stryj.

koszalinscy spotkanie

- Jak jest z odbiorem tego spektaklu? Jest tam pełno kodów, które my ludzie teatru łapiemy w lot, a jak jest z "szeregowym" widzem? Czy idzie za wami?

Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska: Zazwyczaj widzowie za nami podążają, właściwie każdy spektakl to podobne reakcje, czasem niespodziewane, bo gramy ten spektakl dopiero siódmy raz, ale myślę że przed nami wielkie perspektywy. My też się uczymy, wchodzimy w to coraz bardzej.

Żaneta Kamila Kurcewiczówna: Początkowo też mieliśmy taką obawę, że to jest trochę hermetyczny spektakl, że może widzowie nie we wszystko wejdą, nie wszystko zrozumieją. Ta reakcja widzów, która jest zawsze tak serdeczna jak dzisiaj tutaj jest ogromną radością, ale i wciąż dużym zaskoczeniem. To jest coś przepięknego i myślę że ten język teatralny nie jest nie do zrozumienia, bo tu chodzi głównie o emocje.

- Usłyszałem jak ktoś wychodząc zastanawiał się ile w tym spektaklu jest myśli, słów artystów, a ile realizatora?

Piotr Rowicki: Wydaje mi się, że widz to czuje. Opieraliśmy się na filmie "Aktorzy prowicjonalni", ale został z niego tylko taki główny rys, jakieś strzępki. Wszystkie marzenia, problemy, trudności w zawodzie - ja nie jestem w stanie tego wymyślić, bo nie jestem aktorem, oni to wszystko mówią od siebie. Można powiedzieć, ze to jest tak pół na pół.

Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska: Podróż busem była całkowicie nasza.

- Pytanie do reżysera, dlaczego? Dlaczego na warsztat wziąłeś te nasze mroki, smutki?

Piotr Ratajczak: To bardzo proste. Z teatrem w Koszalinie pracuje od wielu lat i kiedy zespół był w dużym kryzysie mentalnym pojawił się ten pomysł - zróbmy coś o nas, naszej kondycji. Czy ta droga, którą obraliśmy jest słuszna? Pomysł narodził się, więc po wielu rozmowach, a scenariusz filmu Agnieszki Holland miał być tylko punktem wyjścia do tego, aby opowiedzieć o lokalnej przestrzeni i aktorach, wszystkich nas żyjących gdzieś w mniejszych ośrodkach, nie tylko teatralnych.

- Mało kto wie jak tak naprawdę wygląda ten nasz zawód, ale jeszcze mniej jest tych, którzy wiedzą jak trudny on jest. Może dzięki temu spektaklowi widzowie zrozumieją, może spojrzą na nas innym okiem. Ale czy jednoczesnie nie odzieramy trochę teatru z magii?

Piotr Ratajczak: Są przedstawienia o górnikach, stoczniowcach czy aktorach i myślę że to nie jest żadne odarcie z magii. Ten spektakl jest bardzo emocjonalny, pisany krwią. Wszyscy ponieśliśmy jakieś koszty.

Zdzisław Derebecki: Z tą magią to jest jeszcze tak, że nawet jeżeli odsłaniamy jedną zasłonę za nią jest druga jeszcze nie odkryta. Odsłaniamy tę drugą, kolejną i kolejną. Tych zasłon w teatrze możemy odsłaniać jedna za drugą, ale prawdy o teatrze tak do końca nie znamy nawet my.

Zdjęcie: Paweł JaNIC Janicki.

Opublikowano: niedziela, 14, październik 2018 10:45
Autor: Dominika Pisarska

Na scenie pojawiają się pierwsze światła, słychać pierwsze dźwięki muzyki i ludzie, sporo ludzi. Zaczyna się. Aktorzy przemierzają scenę w dość specyficzny sposób. Przez chwilę zastanawiałam się czy trafiłam na pokaz mody nowej kolekcji marki Adidas, czy na szesnastowieczny spektakl o życiu na dworze króla Zygmunta Starego. Muzyka ustała, grupa ludzi ustawiła się w formacje, jak wojownicy podczas wojny. „Historia, którą Państwu opowiemy... ” wciąż powtarzają wykonując przy tym mnóstwo ruchu, wręcz nawołując do walki. Chcą pokazać nam życie. Życie polskiego władcy i jego rodziny na krakowskim Wawelu. Ale czy tak było naprawdę? W końcu nie wiemy czy istnieje takie coś jak prawda...

44067923 2334309699931096 6408110249516990464 n

Na pierwszy ogień poznajemy włoszkę – Bone Sforzę (Alona Szostak), żonę obecnie panującego króla, która do naszego kraju przywiozła ze sobą nieznane dotąd wcześniej warzywa – czyli poznajemy ją z typowo historycznej strony. Z biegiem czasu zaczynamy widzieć pewny siebie feministyczny głos kobiety pracującej, kobiety sukcesu, mającej władzę nad najwyżej postawionym w państwie człowiekiem. Król Zygmunt (Artur Święs) w tym spektaklu to artysta, wrażliwiec i mężczyzna delikatny, dla którego nie ma większego szczęścia niż sztuka. Nie rządzi krajem tak dobrze, jak chciałaby jego małżonka. W tym związku mężczyzną jest jednak kobieta. Nadzieja w dziedzicu! A w sumie to nie do końca. Syn pary królewskiej (Hubert Waljewski), to zapatrzony w siebie, rozkapryszony mówiąc najprościej – panicz. Nie byłoby to szokujące, gdyby nasz królewicz nie malował się, nie strzelał fochów, a do ślubu nie poszedłby na obcasach. Sporo dysonansów jak na jeden spektakl, a to jeszcze nie koniec. Bogobojna nauczycielka córek królewskich też zrzuca morale, ponieważ i tak wszystko się wali. Szlachta sprawuje władzę nad królem, a nie odwrotnie. Gdzie w tym wszystkim jest głos rozsądku? Wtedy pojawia się on – tytułowy Stańczyk (Grzegorz Dowgiałło), który nie boi się wyśmiać wyższej klasy społecznej, przekracza nawet pewne granice próbując uświadomić rodzince ich próżność i brak zainteresowania sprawami ważniejszymi niż wygląd, władza i pieniądze. Tworzy własny spektakl wprost wyśmiewający sposób ich życia.

44077174 331916970944568 8241467213622542336 nZdrady, homoseksualizm, nienawiść powodem zakazanej miłości, ulotne bogactwo ukazują nam rzeczywistość naszego świata. Czy to wciąż musical opowiadający historię XVI wieczną? Całość jest w bardzo nowoczesnym stylu, sprzyja statystycznemu Kowalskiemu w odbiorze całego performance. Historia mogłaby być satyrą, przekoloryzowanym, górnolotnym życiem bogaczy, ludzi wysoko postawionych, z codziennymi problemami, których nie potrafią rozwiązać, ponieważ nie rozmawiają. Głosem prostego człowieka jest Stańczyk, który oświadcza, że i tak ich wszystkich nie lubi, ale również nie jest w stanie ich nie kochać. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas ogląda filmy, seriale i tak trochę żyje ich życiem. Kochamy skandale i kontrowersje.

Za ten spektakl należą się gromkie brawa dla całej obsady, jak i dla każdego z osobna. Pokaz miał swój wyjątkowy klimat, który był w dużej mierze uzależniony od zaskakującej scenografii, oraz pięknej muzyki na żywo. To było miłe rozpoczęcie XVIII Festiwalu Dramaturgii Współczesnej – Rzeczywistość Przedstawiona.

Recenzja spektaklu "Stańczyk. Musical" wystawianego pozakonkursem na deskach Teatru Rozrywki w Chorzowie, w ramach XVIII Festiwalu Dramaturgii Współczesnej - Rzeczywistość Przedstawiona.
Zdjęcia: Paweł JaNIC Janicki.

Opublikowano: poniedziałek, 15, październik 2018 07:49
Autor: Magdalena Wilk

Aktor – osoba odgrywająca rolę w teatrze lub w filmie, osoba która udaje. Co jednak, gdy aktor musi zagrać samego siebie? Co dzieje się, kiedy osoba, której zadanie jest udawać kogoś innego w końcu otrzymuje możliwość bycia sobą? Jak się okazuje, otrzymujemy wtedy szczery do bólu przewodnik po życiu w teatrze.

Aktorzy koszalińscy

Aktorzy koszalińscy, czyli komedia prowincjonalna jest wyjątkowym spektaklem, w którym fikcja miesza się z rzeczywistością. Każdy z aktorów, czy też bohaterów przedstawienia trafił do koszalińskiego teatru na rok. Wszyscy zostali na dłużej, jedni z przymusu, inni z miłości do sztuki, jeszcze inni pozostali z misją walki i dokonania czegoś wielkiego. Aktorzy sami przedstawiają nam odgrywane przez siebie role, łudząco podobne do nich samych. Mamy kultowego, nagradzanego reżysera, dyrektora teatru, technicznego marzącego o scenie i grupę sfrustrowanych aktorów, która wyjawia nam sekrety życia na deskach teatru.

A jak właściwie to życie wygląda? Cóż, niewesoło, choć – jak udowadnia spektakl – świetnie nadaje się na komedię. Bohaterowie przedstawiają nam cały wachlarz aktorskich problemów: młodzi aktorzy godzą się nawet na najbardziej upokarzające role, aby zaistnieć w teatralnym świecie, ich małżeństwa rozpadają się, sami popadają w alkoholizm, pieniędzy wciąż brakuje, frustracje osiągają punktu kulminacyjnego, lecz bohaterowie wciąż nie znajdują odwagi, by postawić się bucowatemu reżyserowi z wielkiego miasta i przychylnego mu dyrektorowi teatru. Nie trudno się zatem dziwić, że niektórzy postanawiają „uwolnić sztukę od samych siebie” i rzucają karierę aktorską. Przy tym jednak spektakl nie pozwala nam zapomnieć o miłości każdego z grających w nim aktorów do swojego zawodu. Deklaruje ją każdy z nich, wyjawiając osobiste największe marzenia, a także własne, improwizowane, szczere zdanie na temat życia, polityki, przyszłości. Pojawiają się też apele do widowni i reżyserów, którzy zapatrzeni w marzenie sławy nie traktują aktorów jak równych im ludzi.

Choć humor i ironiczne żarty bohaterów stoją na wysokim poziomie, to jednak szczerość aktorów okazuje się być najmocniejszym punktem spektaklu. Po równie szczerych owacjach na stojąco widzowie siedzący wokół mnie wychodzili z sali Teatru Nowego ze łzami w oczach. Ja natomiast wyszłam z podziwem dla odwagi aktorów i wzbudzoną na nowo wiarą w przyszłość teatru.

Recenzja spektaklu "Aktorzy koszalińscy, czyli komedia prowincjonalna" pierwszego spektaklu konkursowego wystawianego na scenie Teatru Nowego w Zabrzu, w ramach XVIII Festiwalu Dramaturgii Współczesnej - Rzeczywistość Przedstawiona.
Zdjęcie: Paweł JaNIC Janicki.

Opublikowano: piątek, 28, wrzesień 2018 18:38
Autor: Dominika Pisarska

6. Festiwal Pendereckiego 2018   trzeci dzie small fot. Pawel JaNic Janicki pokladykultury 056

Tutti w języku włoskim oznacza wszyscy, w muzycznym kręgu zaś nic innego jak wspólną grę orkiestry, czy zespołu kameralnego. Właśnie mija tydzień od międzynarodowego świętowania 85. urodzin jednego z najwybitniejszych kompozytorów muzyki współczesnej. Mowa oczywiście o profesorze Krzysztofie Pendereckim, dzięki któremu Zabrze ma przyjemność pisać historię Międzynarodowego Festiwalu im. Krzysztofa Pendereckiego. Tegoroczne wydarzenie było dość wyjątkowe, pierwszy festiwal zaingurował swoją działalność towarzysząc jubileuszowi 80. urodzin Profesora. 2018 rok wyjątkowość zawdzięcza również wizycie filharmoników z Essen, gdzie jubilat w latach 1966-68 prowadził działalność pedagogiczną.

19 września 2018 roku z wybiciem godziny 19:00 orkiestra pod dyrygenturą Friedricha Haidera zaprezentowała w murach zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca przepiękne Adagia z Raju utraconego oraz III Symfonię kompozycji K. Pendereckiego. Utworami towarzyszącymi celebracji święta były Koncert klarnetowy Mozarta A-dur wraz z solistą Karelem Dohna oraz IV Symfonia f-moll op. 36 Piotra Czajkowskiego, która wielu widzów wprawiła w osłupienie, po prostu kolokwialnie mówiąc wbiła w fotele. To było magiczne!

Środowy wieczór był idealną chwilą zapomnienia o codziennym wirze pracy i odprężenia, nie tylko dla melomanów. W takim miejscu, na takiej scenie muzyka staje się arcydziełem!

Urodziny wybitnego profesora K. Pendereckiego świętowane były TUTTI!

© Copyright 2011. „System e-informacji kulturalnej" współfinansowany jest przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2007-2013. Zadanie realizowane w ramach projektu pn. „W sieci kultury – utworzenie systemu e- informacji kulturalnej na terenie Gminy Zabrze”

Ta strona używa plików cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

1. Serwis zbiera w sposób automatyczny tylko informacje zawarte w plikach cookies.

2. Pliki (cookies) są plikami tekstowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym użytkownika serwisu. Przeznaczone są do korzystania ze stron serwisu. Przede wszystkim zawierają nazwę strony internetowej swojego pochodzenia, swój unikalny numer, czas przechowywania na urządzeniu końcowym.

3. Operator serwisu (Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu) jest podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym swojego użytkownika pliki cookies oraz mającym do nich dostęp.

4. Operator serwisu wykorzystuje pliki (cookies) w celu:

  • dopasowania zawartości strony internetowej do indywidualnych preferencji użytkownika, przede wszystkim pliki te rozpoznają jego urządzenie, aby zgodnie z jego preferencjami wyświetlić stronę;
  • przygotowywania statystyk pomagających poznaniu preferencji i zachowań użytkowników, analiza tych statystyk jest anonimowa i umożliwia dostosowanie zawartości i wyglądu serwisu do panujących trendów, statystyki stosuje się też do oceny popularności strony;

5. Serwis stosuje dwa zasadnicze rodzaje plików (cookies) - sesyjne i stałe. Pliki sesyjne są tymczasowe, przechowuje się je do momentu opuszczenia strony serwisu (poprzez wejście na inną stronę, wylogowanie lub wyłączenie przeglądarki). Pliki stałe przechowywane są w urządzeniu końcowym użytkownika do czasu ich usunięcia przez użytkownika lub przez czas wynikający z ich ustawień.
6. Użytkownik może w każdej chwili dokonać zmiany ustawień swojej przeglądarki, aby zablokować obsługę plików (cookies) lub każdorazowo uzyskiwać informacje o ich umieszczeniu w swoim urządzeniu. Inne dostępne opcje można sprawdzić w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. Należy pamiętać, że większość przeglądarek domyślnie jest ustawione na akceptację zapisu plików (cookies)w urządzeniu końcowym.
7. Operator Serwisu informuje, że zmiany ustawień w przeglądarce internetowej użytkownika mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji strony internetowej serwisu.
8. Pliki (cookies) z których korzysta serwis (zamieszczane w urządzeniu końcowym użytkownika) mogą być udostępnione jego partnerom oraz współpracującym z nim reklamodawcą.
9. Informacje dotyczące ustawień przeglądarek internetowych dostępne są w jej menu (pomoc) lub na stronie jej producenta.
10. Bardziej szczegółowe informacje na temat plików (cookies) dostępne są na stronie 
ciasteczka.org.pl