logoprzez

naglowek-01

Opublikowano: czwartek, 11, maj 2017 19:09
Autor: Katarzyna Siewko

Leszek Tomczyk wraz z żoną Edytą udzielili nam wywiadu, w którym opowiadali o swoim projekcie Czas na pasję. Okazuje się, że nasi bohaterowie są ludźmi wielu pasji. Tym razem rozmawialiśmy z Leszkiem o rysunku satyrycznym, dystansie do siebie i granicach przyzwoitości. 

Kasia Siewko: Czy satyra może być lekiem na rozczarowującą rzeczywistość?

Leszek Tomczyk: Może być lekiem i chyba jest. Rysunki stwarzają nową rzeczywistość, pozwalają wejść w świat skrzywiony, ale może przez to i prostszy, niż ten rzeczywisty. W rysunkach jest łatwiej – świat zazwyczaj jest czarno-biały, przez to łatwiejszy do identyfikacji i określenia swojej pozycji – po której chcemy się znaleźć stronie. Poza tym jest śmiesznie, nie zawsze, ale zazwyczaj tak – w realnym życiu już tak łatwo nie jest.

KS: Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa żart i humor?

LT: Od kiedy pamiętam, interesowałem się śmiesznymi obrazkami. Na początku, z racji wieku i poszukiwania jedynie humoru w obrazkach, były to najprostsze formy szeroko pojętej satyry. Z czasem jednak, człowiek dojrzewa (niestety) i szuka czegoś więcej. Dziś prosty humor do mnie już nie przemawia. Choć rysuję jeszcze proste żarty, to jednak od czasu do czasu nachodzi mnie ochota na coś więcej, przemycenie jakiejś ukrytej treści. To trudne zadanie, daleko mi do mistrzowskiego poziomu choćby Pawła Kuczyńskiego, którego jako artystę i satyryka cenię dzisiaj najbardziej, ale próbuję. Jak te mizerne próby wyglądają, można czasem zobaczyć na wystawianych obrazkach. Jeśli więc żart, to już nie w stylu Benny Hilla, bardziej coś z odrobiną nonsensu Monty Pythona. Nie mogę żyć bez humoru – życie stwarza tyle stresujących sytuacji, że trzeba je modyfikować na treści bardziej przyswajalne, humorystyczne właśnie. Daleko mi jednak do typu przysłowiowego wesołka, większość radości przeżywam wewnętrznie. A tak poważnie, próbuję szukać humoru wszędzie, gdzie się da, czasami to sam humor mnie znajduje. Nie da się żyć bez uśmiechu i dystansu… No może przesadziłem, niektórzy potrafią, to często widać w telewizji i na politycznej scenie. Ja w każdym razie nie potrafię.

satyra

KS: Od zawsze rysowałeś satyry? A może ta pasja stała się efektem ubocznym innych działań?

LT: Nigdy nie rysowałem nic innego. Sam się temu dziwię, ale próby rysowania czegokolwiek poza satyrą przynoszą dość mizerne efekty. Nie potrafię narysować groźnych motywów, potworów (chyba, że w zabawnym ujęciu), przerażających postaci, na przykład do wykorzystania na tatuaże. Nie wychodzi i już. A nawet jak wyjdzie, to moi odbiorcy próbują doszukać się jakiegoś ukrytego humorystycznego przekazu. Nic nie poradzę, jakoś tak to dziwnie wychodzi. Jestem skazany na bluesa… przepraszam, na satyrę.

KS: Rysunki satyryczne bardzo często kojarzone są z ostatnimi stronami gazet. Jak radzą sobie satyry w dobie Internetu?

LT: Jeśli mam być szczery, to nie wiem. Moje rysunki nigdy nie pojawiały się na ostatnich stronach gazet. Czasami pojawiały lub pojawiają się gdzieś w środku (śmiech). Z rzadka mnie publikowano w wydaniach papierowych – lubię dopieszczać swoje obrazki, niestety ostatnie strony zazwyczaj wymagają prostych w formie i kolorze ilustracji, co mnie jakoś średnio interesuje. Działa to w dwie strony – średnio to również interesuje wydawców. W zasadzie od samego początku swojej radosnej twórczości publikowałem w Internecie, więc cieszę się jeszcze bardziej, że to własnie to medium rozwija się najmocniej. A papier zostawiam dla książek, tam czasami zdarza mi się narysować jakąś ilustrację lub serię ilustracji – wolę tą formę i ona właśnie dziwnym trafem mnie znajduje.

Niestety, Internet sprzyja kradzieżom, wie to pewnie każdy „twórca”, który kiedykolwiek cokolwiek wrzucił do Internetu. Czasami znajduję swoje prace na jakichś dziwnych portalach, z wymazanym podpisem albo zasłoniętym przez tenże portal i zastąpionym własnym logotypem. Przykre. Ale walka z tym przypomina walkę z wiatrakami.  

KS: Z czego najbardziej lubisz drwić na papierze?

LT: Nigdy nie traktowałem satyry jako drwiny z czegoś. Czasami mi tak wychodzi – fakt, ale często również chcę pokazać, że można ująć jakiś prawdziwy problem z humorem. Tak naprawdę wszystko zależy od tematu i tego co chce się osiągnąć. Spora część moich rysunków pokazuje sytuacje życiowo mało skomplikowane, ale czasami chcę i idę głębiej. Lubię wyśmiewać sytuacje dwuznaczne, lubię pokazywać prostaków w prosty sposób, pośmiać się z drobnych pijaczków czy choćby z sytuacji spod sklepu. Są też życiowe sceny, które wymagają głębszej analizy. Nie drwię więc, tylko pokazuję problem z lekkim humorystycznym zacięciem. Przykładem może być ten rysunek "Polski dialog polityczny". A jak już po prostu chcę coś narysować, to czepiam się pierwszego lepszego pomysłu, który przyjdzie mi do głowy, pierwszej frustracji, pierwszej sytuacji – reguł nie ma żadnych.

KS: Jak wygląda proces twórczy – najpierw masz w głowie obraz czy treść?

LT: Pomysł – najważniejsza i najistotniejsza sprawa. Coś, co przychodzi nagle, niezapisane może równie nagle odejść. Zazwyczaj przychodzi znienacka, czasami jest wynikiem głębszych przemyśleń, a czasami wystarczy przejechać się autobusem, przejść po ulicy – podsłuchać rozmów, poobserwować sytuacje i… przerysować. Nie ma tu żadnych reguł, ale bez dobrego pomysłu, nie ma rysunku satyrycznego. Obraz i treść w zasadzie wyłaniają się razem nieco poźniej – są dziećmi pomysłu i funkcjonują równolegle od samego początku procesu twórczego. A jak już wyjdzie z głowy na papier – pierwszy jest obraz, treść zawsze dopisuję na końcu.

KS: Poruszasz wątki lokalne, czy myślisz szerzej?

LT: Różnie. Zależy od chęci i tego, gdzie krążą moje myśli. Ostatnio zacząłem eksperymentować z typowo śląskim humorem i ku mojemu zdziwieniu rysunki bardzo dobrze zostały odebrane. Może to sygnał, żeby zostać w tych klimatach.

KS: Która z Twoich prac cieszyła się największą popularnością (choćby przez pryzmat Facebooka)? Jak myślisz, dlaczego?

LT: I tu w zasadzie mogę nawiązać do poprzedniego pytania. Narysowałem żart po śląsku o człowieku z Sosnowca, który zgubił się w Zabrzu. Do tej pory żaden rysunek nie miał takiej oglądalności. Czasami eksperymenty i dotknięcie pewnych ciągle żywych animozji może spowodować dość nieoczekiwane rezultaty. Reguła też zazwyczaj jest taka, że żarty z podtekstem erotycznym podobnie cieszą się największą oglądalnością. Czasami sam się dziwię temu, że rysunek według mnie naprawdę mocny, zdobywa skromną oglądalność, a czasami słabizny lecą w świat z prędkością światła. Dużo w tym wszystkim szczęścia i roli przypadku, czasami też wstrzelenia się w odpowiedni moment. Czasami się udaje, czasami nie – ot, życie, jak mawiają. 

KS: Czy w satyrze istnieją dla Ciebie jakieś granice? Są tematy, których nie tykasz, czy może uważasz, że wszystko można obrócić w żart?

LT: Mocno się hamuję. Kiedyś wyładowywałem swoje frustracje w zasadzie na każdy temat. Dziś bardziej uważam. Staram się nie podejmować kwestii, które zaogniają w społeczeństwie konflikty. Dotykam religii i polityki, ale z umiarem, bardziej na zasadzie pokazania jakiegoś problemu, niż konkretnie wyśmiewania się z czegoś. Zresztą nie lubię nawet tego rodzaju satyry. Dla mnie w rysunku, który dotyka jakiegoś tematu tabu musi być głębsza myśl. To jest prawdziwa satyra – ma zmuszać do myślenia, a nie jedynie wywołać uśmiech na twarzy. Za dużo jest wszędzie chamstwa, by jeszcze samemu przykładać do tego rękę. Można się śmiać ze wszystkiego, jednak z umiarem i przez pryzmat tego, że jak pójdzie się za daleko, to efekt może być odwrotny od zamierzonego.

KS: Widziałam, że rysujesz również karykatury. To znacznie bardziej osobista forma wyśmiewania wad. Robisz to na zlecenie dla osób prywatnych? Czy możesz powiedzieć, że Polacy mają do siebie dystans?

LT: Nigdy nie traktowałem karykatury jako sposobu wyśmiewania wad, zresztą podobnie jest z rysunkiem satyrycznym. Raczej staram się dostrzegać w twarzach, postaciach cech związanych z humorem, jakąś pasją. W taki sposób, by jedynie je wyostrzyć – pokazać, że osoba sportretowana ma dystans do siebie i tego co robi w życiu. Często moi znajomi padają „ofiarą” takich zabiegów, czasami na zlecenie osób prywatnych. Jest to jednak bardzo pracochłonna dziedzina twórczości i rzadko to robię. A czy mamy do siebie dystans – myślę, że nie. Smutne to, ale takie mam odczucia patrząc, obserwując i rysując później sytuacje, które gdyby ludzie mieli do siebie dystans, nigdy nie stałyby się tematami rysunków. W tym zadanie satyry, by dystans powodować albo pogłębiać już istniejący. 

Prace Leszka Tomczyka można śledzić na fanpage'u oraz stronie.

Brak wydarzeń

© Copyright 2011. „System e-informacji kulturalnej" współfinansowany jest przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2007-2013. Zadanie realizowane w ramach projektu pn. „W sieci kultury – utworzenie systemu e- informacji kulturalnej na terenie Gminy Zabrze”

Ta strona używa plików cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

1. Serwis zbiera w sposób automatyczny tylko informacje zawarte w plikach cookies.

2. Pliki (cookies) są plikami tekstowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym użytkownika serwisu. Przeznaczone są do korzystania ze stron serwisu. Przede wszystkim zawierają nazwę strony internetowej swojego pochodzenia, swój unikalny numer, czas przechowywania na urządzeniu końcowym.

3. Operator serwisu (Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu) jest podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym swojego użytkownika pliki cookies oraz mającym do nich dostęp.

4. Operator serwisu wykorzystuje pliki (cookies) w celu:

  • dopasowania zawartości strony internetowej do indywidualnych preferencji użytkownika, przede wszystkim pliki te rozpoznają jego urządzenie, aby zgodnie z jego preferencjami wyświetlić stronę;
  • przygotowywania statystyk pomagających poznaniu preferencji i zachowań użytkowników, analiza tych statystyk jest anonimowa i umożliwia dostosowanie zawartości i wyglądu serwisu do panujących trendów, statystyki stosuje się też do oceny popularności strony;

5. Serwis stosuje dwa zasadnicze rodzaje plików (cookies) - sesyjne i stałe. Pliki sesyjne są tymczasowe, przechowuje się je do momentu opuszczenia strony serwisu (poprzez wejście na inną stronę, wylogowanie lub wyłączenie przeglądarki). Pliki stałe przechowywane są w urządzeniu końcowym użytkownika do czasu ich usunięcia przez użytkownika lub przez czas wynikający z ich ustawień.
6. Użytkownik może w każdej chwili dokonać zmiany ustawień swojej przeglądarki, aby zablokować obsługę plików (cookies) lub każdorazowo uzyskiwać informacje o ich umieszczeniu w swoim urządzeniu. Inne dostępne opcje można sprawdzić w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. Należy pamiętać, że większość przeglądarek domyślnie jest ustawione na akceptację zapisu plików (cookies)w urządzeniu końcowym.
7. Operator Serwisu informuje, że zmiany ustawień w przeglądarce internetowej użytkownika mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji strony internetowej serwisu.
8. Pliki (cookies) z których korzysta serwis (zamieszczane w urządzeniu końcowym użytkownika) mogą być udostępnione jego partnerom oraz współpracującym z nim reklamodawcą.
9. Informacje dotyczące ustawień przeglądarek internetowych dostępne są w jej menu (pomoc) lub na stronie jej producenta.
10. Bardziej szczegółowe informacje na temat plików (cookies) dostępne są na stronie 
ciasteczka.org.pl